A
O
I
A

Trwa wczytywanie...

  • Maj 2018
  •  
  •  
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  •  
  •  
  • JAK DO NAS TRAFIĆ

    ul. Zachodnia 54/56, Łódź
    42 633 26 41, 605 297 887
    tel. pn./pt. 8:00-16:00
    sekretariat@aoia.pl

    Kasa biletowa
    tel. 42 633 26 41, w. 16

    • pokój 33 III piętro, poniedziałek-piątek 10:00-15:30
    • kasa biletowa I piętro wtorek-czwartek 16.00 - 18.30 oraz pół godziny przed rozpoczęciem imprezy
    • UWAGA! płatność tylko gotówką

    Recenzje „Bierki”


    Tomasz Raczek
    http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/252693,druk.html

    Skok z dachu

    "Bierki" Marcina Szczygielskiego w reż. Macieja Kowalewskiego w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych w Łodzi. Pisze Tomasz Raczek na Facebooku.

    BIERKI to nowa sztuka Marcin Szczygielski, napisana w 2017 roku na podstawie jego własnej bestsellerowej powieści sprzed siedmiu lat. Jeśli wierzyć temu, że cykle szczęścia i nieszczęścia zmieniają się co siedem lat, to Szczygielski sugeruje, że właśnie weszliśmy w okres niepowodzeń. W książce wyrażał swoją wiarę w to, że nawet obcy sobie ludzie, ustawieni w pozycji przeciwników w walce o realizację swoich namiętności, mogą okazać się dla siebie pomocni i w rezultacie doprowadzić do wzajemnego wyzwolenia z kłopotów.

    Sztuka BIERKI nie ma już w sobie tego optymizmu. W interpretacji reżysera łódzkiego spektaklu, Maciej Kowalewski, dwójka głównych bohaterów - uczeń i jego nauczycielka, równocześnie ale niezależnie od siebie molestowani przez jurnego wuefistę szkolnego - rzeczywiście spotykają się, ale zorientowawszy się, że są w podobnej sytuacji... popełniają samobójstwo rzucając się z dachu szkoły. Nie zrozumieli siebie, woleli zginąć niż sobie pomóc.

    Te siedem lat, jakie dzielą premierę książki od premiery napisanej na jej podstawie sztuki, stały się wektorem błyskawicznego rozpadu wiary w ludzką dobroć, która może przezwyciężyć uprzedzenia i wrogie społeczne stereotypy. Choć na BIERKACH w teatrze nie raz wybuchamy śmiechem, to jednak gdy widzimy dwójkę młodych ludzi uciekających ze swojej codzienności w rzeczywistość samozatracenia, ściska nas w gardle. Rośnie w nas bunt - czy naprawdę tak musi być?

    Olga Borys jako nauczycielka jest nowocześnie świadoma siebie, ale ulega egoizmowi w rozpamiętywaniu własnego nieszczęścia. Nie jest dobrym pedagogiem, chociaż złośliwość losu (albo dyrektora) ustawia ją w pozycji "pedagoga szkolnego". Co za ironia! Zatruta nieszczęściem, miotająca się psychicznie, molestowana (trochę na własną prośbę - tak, właśnie tak!) w szkolnej izbie pamięci jest wypadkową wszystkich splątanych emocji, medialnego masażu zmysłów, histerycznych odruchów i zwątpień, tak bardzo widocznych w świecie 2017 roku.

    Jan Hrynkiewicz jako Paweł Sieniawski - chłopak molestowany w szatni przez wuefistę - nie ma w sobie syndromu ofiary. Stara się być silny. Z beznadziejną naiwnością gotów jest nawet uznać owo molestowanie za wstęp do miłości. Gdy jednak włączą się w to jego koledzy, dozna zbiorowej przemocy i upokorzenia, które zniszczą jego poczucie bezpieczeństwa. Zastąpi je czarna ściana, w którą można tylko walić głową. My też drętwiejemy: scenę przemocy oglądamy na ekranie filmowym, bo BIERKI to spektakl multimedialny, gdzie rozegrane na scenie sceny uzyskują swoje przedłużenie jako zdjęcia (Monika Kryszczyńska) i urywki brawurowego filmu, wyreżyserowanego przez Zofię Kowalewską.

    Mamy jeszcze Aśkę, nieszczęśliwie zakochaną klasową prymuskę, pochodzącą z rozbitej alkoholem rodziny (Elżbieta Zajko) i nowoczesną panią Dulską, czyli matkę Pawła (Loretta Cichowicz) nie przyjmującą do wiadomości dramatycznego coming outu syna. Ta ostatnia chowa się w coraz bardziej zapiętym niby gorset kostiumie z broszką w klapie żakietu. "Po co wywlekać to wszystko na światło dzienne? Po co o tym mówić? Przecież można udawać, że to nieprawda!" - krzyczy coraz bardziej stłumionym głosem.

    Na szczęście jest i promyk nadziei - kolega z klasy Pawła, Piołun (Robert Ratuszny), w książce odnajdujący w sobie nierozpoznane jeszcze dokładnie inklinacje homoseksualne, w sztuce wyraźnie biseksualny - wierzący dojrzałą wiarą prawego człowieka w sprawiedliwość, ale i w różnorodność ludzkich charakterów oraz ich prawo do decydowania o swoim losie. Niestety pozostanie on bezradny i nie uda mu się zatrzymać życiowej katastrofy dwójki głównych bohaterów.

    Młodzi aktorzy - Hrynkiewicz, Zajko i Ratuszny - pokazali, że potrafią grać z intensywnością, jakiej potrzebuje współczesny teatr i posiadają zdolność do zamieniania scen rodzajowych w przypowieść, uzyskującą uniwersalną siłę. To wielka umiejętność.

    BIERKI zrealizowane w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych przez studentów i profesorów łódzkiej Filmówki pokazują nam jaką drogę przeszliśmy w ostatnich latach jako powoli zamykające się we własnej skorupie społeczeństwo. Żyjemy w nowoczesnym, ale nieprzyjaznym świecie. Zrozpaczeni stoimy na dachu, z którego widać pełne neonów panoramy coraz piękniejszych miast. Jeszcze możemy się uratować, jeśli padlibyśmy sobie w objęcia, ale nie robimy tego - wolimy skakać, licząc że na dole jest nie beton, lecz woda. Czasami jest, ale rzadko.

    Tomasz Raczek
    Materiał nadesłany
    20-12-2017

    e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego


  • Maj 2018
  •  
  •  
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  •  
  •